I potem człowiek drukuje, skleja, kroi i chciałby szyć. Jest jednak jedno "ale", zwane dalej Paniczem.
Jeśli podoba się Wam program Masterchef, potraficie pewnie domyślić się, jak się czują zawodnicy. Ja to wiem na pewno.
Panicz każde uruchomienie maszyny bez zezwolenia kwitował krótkim "jesie nie" i dawał Znak. Znak brzmiał: "Jaaaaaś, dwaaa, jeden!" i na tę komendę mogłam już przyciskać pedał.
Każdy szew był wnikliwie kontrolowany i oceniany: "Brawo!" albo "Siwo." Siwo nadawało się, jak łatwo zgadnąć, tylko do prucia.
Ale w końcu się udało. (Czy wspominałam, że obcinaczem do nitek Panicz przerobił skrojoną kieszonkę na praktyczne ścinki do posypywania wszystkiego? No.)
Gdyby zaś nie pomoc online mojej kochanej DHF, pewnie rzuciłabym to szycie w diabły ;)

Aguśko, dziękuję :)
Kasiu J., ja jeszcze niedawno też nie umiałam. Wszystko przed Tobą :)
Dusiu, dzięki :)
Kasiu, cieszę się, że Ci się podoba mój uszytek :)
Ewuniu, dziękuję :)
Lenuś, poprawiłaś rękawy, czy Tak Ma Być? ;)
Renik, mnie też się podobają, bardzo takie chciałam :)
Katyu, w materiale zakochałam się od pierwszego wejrzenia :)
Eluśku, dziękuję, dziękuję! :)
IfGift, chciałaś to masz kolejnego kota ;)








